Nikt nie kwestionuje, że zmiany przepisów w zakresie umowy ubezpieczenia były niezbędne. Potrzeba ich wprowadzenia wynikała zarówno z konieczności dostosowania przepisów polskich do dyrektyw UE, jak i po prostu z niedostosowania anachronicznych regulacji do burzliwie rozwijających się ubezpieczeń. (Trudno na przykład było nie zauważyć w poprzednim uregulowaniu braku w kodeksie cywilnym pojęcia „ubezpieczony” , który to podmiot, jakby nie było, jest podstawowym podmiotem stosunku ubezpieczenia .) Długi proces legislacyjny zapowiadał przemyślane rozwiązania.
Od 10 sierpnia 2007 r. nowe regulacje weszły w życie. Czy jednak spełniły oczekiwania środowisk ubezpieczeniowych?
Wydaje się, że ich znacząca część nie jest do końca usatysfakcjonowana i ma swoje powody. Nie dlatego, że nowe przepisy mają charakter prokonsumencki. Tego oczekiwali brokerzy i z tym pogodziły się już wcześniej zakłady ubezpieczeń. Rzecznik Ubezpieczonych walczył z całą determinacją o prawa klientów ubezpieczycieli i trzeba przyznać, że wywalczył bardzo wiele.
Czytając nowe przepisy ma się wrażenie, że ustawodawca zapewnił ubezpieczającym/ubezpieczonym zdecydowanie więcej niż sami oczekiwali. Już wcześniej pozycja zakładów ubezpieczeń jako dominantów została osłabiona przez wyjątkowo ostrą konkurencja pomiędzy nimi. Chcąc pozyskać klientów, ubezpieczyciele sami stosowali coraz korzystniejsze dla nich warunki. Dodatkowo wprowadzenie niedozwolonych postanowień umownych oraz działania Urzędu Ochrony Konkurencji i Ubezpieczonych Konsumentów i Rzecznika Ubezpieczonych czy Komisji Nadzoru Ubezpieczeniowego ostudziły uprzednie hegemoniczne zapędy zakładów ubezpieczeń.
O ile jednak wprowadzenie nowych przepisów było uzasadnione transformacją rynku ubezpieczeniowego i kierunek zawartych w nich zmian należy uznać za pozytywny, to zdumienie budzi brak wyważenia przez ustawodawcę proporcji w zakresie: ograniczenia uprawnień ubezpieczycieli z jednej strony i rozszerzenia praw ubezpieczających i ubezpieczonych z drugiej. Wydaje się, iż niektóre wprowadzone obecnie rozwiązania nie tylko przekraczają wyobraźnię samych zainteresowanych, ale wręcz pozostają w sprzeczności z podstawowymi zasadami współżycia społecznego, względami słuszności, a czasem nawet zwykłym zdrowym rozsądkiem. Zastanawiające jest, że takie regulacje nie zbulwersowały ubezpieczycieli i nie spowodowały w odpowiednim czasie ich gromkiego sprzeciwu.
Na tle wzmożonych w trakcie procesu legislacyjnego działań Rzecznika Ubezpieczonych, ujawnił się brak mocy lub chęci zakładów ubezpieczeń do kształtowania nowego ładu w zakresie umowy ubezpieczenia . Zakłady ubezpieczeń nie utworzyły, nie tylko silnego, ale też żadnego lobby, które byłoby w stanie wpłynąć na legislatora, tak aby wprowadzając przepisy prokonsumenckie (co do których potrzeby wprowadzenia nie było wątpliwości), nie stosował uregulowań mogących zachęcać ubezpieczających/ubezpieczonych do nadużyć.
Żadne skrajności nie są dobre, a wydaje się, że w przypadku omawianej zmiany niektórych przepisów, zbyt duże uprzednio uprawnienia ubezpieczycieli zlikwidowano na rzecz zbyt szerokich uprawnień ubezpieczających/ubezpieczonych. Nie chodzi o to, że ktokolwiek przeciwstawia się wprowadzeniu rozwiązań prokonsumenckich i to nawet w szerokim zakresie, ale nie powinny one przekraczać pewnych granic i pozostawać w sprzeczności z zasadami współżycia społecznego czy względami słuszności.
Odniosę się do czterech rozwiązań, których skutki, jak się wydaje, nie były do końca przemyślane, szczególnie w odniesieniu do praktyki ubezpieczeniowej. Pierwsze z nich określa art. 813 § 1 k.c. w brzmieniu „Składkę oblicza się za czas trwania odpowiedzialności ubezpieczyciela. W przypadku wygaśnięcia stosunku ubezpieczenia przed upływem okresu na jaki została zawarta umowa, ubezpieczającemu przysługuje zwrot składki za okres niewykorzystanej ochrony ubezpieczeniowej”. O przepisie tym napisano już bardzo wiele. Zajmowali się nim na łamach prasy przedstawiciele: ustawodawcy, ubezpieczycieli (w tym J. Nawracała) słusznie podkreślający m.in. pominięty przez legislatora aspekt pokrywania z zebranej składki kosztów działalności ubezpieczyciela oraz kwestie rozkładu ryzyka) oraz doktryny (jak obszernie analizujący treść art. 813 k.c. dr Nowak).
Nie chcąc zatem rozwodzić się nad treścią tego przepisu, ale zarazem nie mogąc go pominąć, przytoczę jedynie kilka kwestii z nim związanych. Poprzez dodanie zdania drugiego w powyższym paragrafie, ustawodawca rozwiał ewentualne wcześniejsze wątpliwości interpretacyjne, wypowiadając się kategorycznie o konieczności zwrotu składki za niewykorzystany okres ubezpieczenia. (Pisząc o nim wprost wyeksponowano go, choć w zasadzie winien on przysługiwać także pod rządami dawnego przepisu).
Zgodnie z intencją przedstawicieli legislatora, przedstawioną m.in. na czerwcowej konferencji w Warszawie poświęconej zmianom w przepisach , ubezpieczającemu należy się zwrot składki – co do dnia, czyli liczonej za każdy dzień niewykorzystanej ochrony. Do czasu opisywanej zmiany przepisów ubezpieczyciele umieszczali na ogół w OWU postanowienie mówiące o tym, że zwrot składki z tytułu rozwiązania umowy ubezpieczenia przed upływem okresu ubezpieczenia określonego w polisie przysługuje pod warunkiem, iż w okresie ochrony ubezpieczeniowej nie zaistniało zdarzenie, w związku z którym ubezpieczyciel wypłacił lub zobowiązany jest do wypłaty odszkodowania. Nowe zaś sformułowanie artykułu 813 § 1 k.c. wyklucza możliwość wprowadzania w OWU lub umowie tego typu zapisów i obliguje ubezpieczyciela w przypadku wygaśnięcia stosunku ubezpieczeniowego do zwrotu składki nawet w sytuacji wypłacenia bardzo dużego odszkodowania na początku okresu ubezpieczenia.
Na przykład, w razie rocznego ubezpieczenia mienia z sumą 1 000 000 zł i składką w wysokości 30 000, przy szkodzie o wartości 900 000 zł zaistniałej w pierwszym miesiącu ochrony, ubezpieczyciel nie tylko może być zobowiązany do wypłaty wysokiego odszkodowania, ale i do zwrotu niemal całej składki. Takie uregulowanie nasuwa nieodparcie myśl o bezpodstawnym wzbogaceniu, choć w tym wypadku istnieje podstawa, którą stanowi właśnie niniejszy przepis.
Podważając same zasady zwrotu składki, chcę podkreślić, iż nie kwestionuję potrzeby tego zwrotu. Niezrozumiałym jest jednak to, że zgodnie z intencją ustawodawcy całkowicie pomijane jest to, że składka jest odzwierciedleniem nie tylko okresu ubezpieczenia, ale także sumy ubezpieczenia , rodzaju i stopnia ryzyka (np. w ubezpieczeniach mienia, wartości mienia, jego zabezpieczeń, ich ilości i rodzaju, dotychczasowego przebiegu ubezpieczenia pod względem szkodowości.) itd. Nie powinno się uzależniać zwrotu składki wyłącznie od okresu ubezpieczenia, skoro przy ustalaniu jej wysokości w trakcie zawierania umowy ubezpieczenia, uwzględnia się także inne elementy.
Mając powyższe na uwadze i kierując się zasadami zwykłej sprawiedliwości, wydaje się zasadne, by ubezpieczyciele próbowali umieszczać w swych OWU zapisy uzależniające wysokość zwracanej składki także od innych czynników np. od sumy ubezpieczenia pozostałej (w razie jej konsumpcji) do wykorzystania po wypłacie odszkodowania. Takie rozwiązanie ograniczające wysokość zwracanej składki po wypłacie odszkodowania wydaje się moralnie uzasadnione.
W razie braku takiego zapisu w OWU, w przypadku sporu sąd nawet w sytuacjach budzących jego wątpliwości co do zasadności zwrotu na podstawie art. 813 k.c., nie będzie miał możliwości innego manewru, jak tylko orzec o zwrocie składki zgodnie z regułami tego przepisu. (Może co najwyżej, choć to mało prawdopodobne, powoływać się na zasady współżycia społecznego tj. art.5 k.c. lub art. 56 k.c.).
Nawiasem mówiąc, zwrot składki proporcjonalnie za każdy dzień niewykorzystanej ochrony nie dotyczy obowiązkowych ubezpieczeń ustawowych, tj. OC posiadaczy pojazdów mechanicznych i OC rolników oraz obowiązkowych ubezpieczeń mienia dotyczących gospodarstw rolnych, gdzie jak się wydaje, zapomniano zmienić dotychczasowe zasady wynikające z ustawy o ubezpieczeniach obowiązkowych ….[...] stanowiącej lex specialis. W tego typu ubezpieczeniach za każdy miesiąc ubezpieczającemu zwraca się 1/12 składki rocznej (nawet w przypadku wykorzystania jednego dnia miesiąca przyjmuje się miesiąc jako wykorzystany). Paradoksalne jest, iż w ubezpieczeniach obowiązkowych, z istoty swej bardziej restrykcyjnych dla ubezpieczycieli, pozostawia się rozwiązanie bardziej korzystne dla zakładów ubezpieczeń niż w ubezpieczeniach dobrowolnych, gdzie ubezpieczyciel winien mieć możliwość umawiania się z ubezpieczającym w sposób dowolny.
Pisząc o zwrocie składki należy podkreślić, iż istnieją sytuacje, w których zgodnie z intencją ustawodawcy składka nie powinna być zwracana np. w razie szkody całkowitej i braku przedmiotu ubezpieczenia (kradzieży pojazdu, całkowitego spalenia budynku) lub wyczerpania sumy ubezpieczenia . Wówczas ochrona ubezpieczeniowa będzie w całości wykorzystana, zaś zwrot składki przysługuje wyłącznie w sytuacjach niewykorzystania tej ochrony.
Odnośnie sposobu zwrotu składki należy podkreślić (co przyznał przedstawiciel ustawodawcy na czerwcowej konferencji w Warszawie), iż winna ona być zwracana na wniosek ubezpieczającego. Dzień złożenia wniosku stanowić będzie wówczas termin wymagalności, zaś przedawnienie roszczenia nastąpi z upływem lat trzech. Ze względu na ramy niniejszego artykułu, a także na bardziej ekonomiczny niż prawny aspekt sprawy, analizując niniejszy przepis, nie odniosłam się do tego jak dolegliwe skutki finansowe wywrze niniejsze uregulowanie na zakładach ubezpieczeń (do czego m.in. nawiązuje J.Nawracała ).
W związku zaś z próbą wprowadzenia w OWU zapisu uzależniającego wysokość zwracanej składki nie tylko od okresu ale i przykładowo od sumy ubezpieczenia , należy podkreślić, iż zawarcie tego typu uregulowania, jak też innych niestereotypowych rozwiązań, w OWU w odniesieniu do kolejnych przepisów może być kwestionowane np. przez UOKiK. Trzeba pamiętać, że zgodnie z wprowadzoną niedawno ustawą o ochronie konkurencji i konsumentów prezes tego urzędu może nałożyć na ubezpieczyciela, za wprowadzenie klauzuli uznanej za niedozwoloną (jeśli za taką uzna zapis OWU) karę pieniężną w wysokości do 10% obrotu firmy. Decyzję w tym przedmiocie zakład ubezpieczeń może oczywiście zaskarżyć do sądu, z tym, że wyłącznie właściwym jest wówczas Sąd Ochrony Konkurencji i Konsumentów.
Dodatkowo jeszcze, prezesowi UOKiK przysługuje nadanie takiej decyzji rygoru natychmiastowej wymagalności. W takiej sytuacji trudno się dziwić, że ubezpieczyciele z dużą dozą ostrożności podchodzą do wprowadzania w OWU nowatorskich i dosyć problematycznych zapisów, jednak wydaje się, iż wprowadzenie ich może czasem ułatwić sądom rozstrzygnięcia pozostające w zgodzie ze względami słuszności.
Drugim przykładem rozwiązania zaskakującego, a przy tym jeszcze mogącego zachęcać ubezpieczających/ubezpieczonych do zachowań nawet kryminogennych jest uregulowanie z art. 815 § 3 k.c. o treści: „Ubezpieczyciel nie ponosi odpowiedzialności za skutki okoliczności, które z naruszeniem paragrafów poprzedzających nie zostały podane do jego wiadomości. Jeżeli do naruszenia paragrafów poprzedzających doszło z winy umyślnej, w razie wątpliwości przyjmuje się, że wypadek przewidziany umową i jego następstwa są skutkiem okoliczności, o których mowa w zdaniu poprzedzającym”.
Cały artykuł 815 k.c. (zawierający sprzeczność pomiędzy paragrafami 1 i 3) jest chyba najmniej przemyślanym rozwiązaniem dotyczącym zmian w zakresie umowyubezpieczenia . Sam zaś § 3 tego artykułu rodzi dwie poważne wątpliwości. 1.Po pierwsze mowa w nim o sankcji z tytułu braku podania okoliczności, nie ma zaś w nim ani słowa o sytuacji podania okoliczności niezgodnie z prawdą.
Część przedstawicieli doktryny utożsamia tę niezgodność z niepodaniem okoliczności, ale nie wydaje się to wcale tak oczywiste i nie wiadomo czy będzie bezsporne dla sądu. (Ubezpieczyciel w tego rodzaju sprawie zawsze może bronić się wnioskowaniem prawniczym, tzw. a minori ad maius tj. z mniejszego na większe, wykazując, iż skoro ma być wolny od odpowiedzialności w sytuacji niepodania przez ubezpieczającego/ubezpieczonego wymaganych okoliczności, to tym bardziej w sytuacji gorszego przewinienia, jakim jest podanie okoliczności niezgodnie z prawdą). Wydaje się jednak, że utożsamianie z góry sytuacji niepodania wymaganych okoliczności i podania okoliczności niezgodnie z prawdą co najmniej wzbudzi w sądzie uzasadnione wątpliwości. Nic dziwnego, gdyż za rozróżnieniem obydwu tych sytuacji przemawia:
– orzecznictwo w zakresie prawa karnego dotyczące przestępstwa składania fałszywych zeznań,
– art. 103 § 2 kodeksu postępowania cywilnego mówiący o wyjaśnieniach niezgodnych z prawdą i o zatajeniu oraz
– zastosowanie przez ustawodawcę celowej zmiany polegającej na tym, iż w poprzednim uregulowaniu obowiązującym do dn. 9 sierpnia 2007 r. w omawianym artykule była mowa o podaniu okoliczności niezgodnie z prawdą, zaś obecnie jest mowa o okolicznościach, które nie zostały podane. (Gdyby legislator nie chciał, to nie zmieniałby tego przepisu).
Konsekwencje tej nieprzemyślanej zmiany są dla ubezpieczycieli wyjątkowo niekorzystne. W wielu wypadkach sądy bowiem uznając, że przepisy nie przewidują wprost odpowiedzialności za kłamstwo ubezpieczeniowe, nie będą stosować sankcji w postaci braku odpowiedzialności ubezpieczyciela. Nawet gdy jednak sądy nie będą tak kategoryczne, to z pewnością mogą mieć wątpliwości, które z reguły będą przemawiać za orzeczeniem na korzyść ubezpieczającego/ubezpieczonego.
Nie pisząc wprost o konieczności zastosowania negatywnych konsekwencji za kłamstwo, ustawodawca daje furtkę dla zachowań kryminogennych. Względy słuszności zaś oraz zasady współżycia społecznego przemawiają za koniecznością stosowania wobec ubezpieczającego/ubezpieczonego sankcji w postaci braku odpowiedzialności ubezpieczyciela. Świadczenie zakładu ubezpieczeń w postaci udzielania ochrony ubezpieczeniowej oparte jest właśnie na informacjach uzyskanych od ubezpieczającego, które winny być rzetelne i prawdziwe.
Drugim wątpliwym rozwiązaniem z art. 815 § 3 k.c. niekorzystnym dla zakładów ubezpieczeń, ale jednocześnie naruszającym zwykłe poczucie sprawiedliwości jest możliwość uchylenia się przez nie od odpowiedzialności jedynie za skutki okoliczności, które nie zostały podane do ich wiadomości. Na ubezpieczycielu ciąży więc obowiązek wykazania, że określona szkoda jest skutkiem właśnie tych konkretnych okoliczności, których ubezpieczający nie podał. Jeśli tego nie wykaże, będzie ponosił odpowiedzialność.
Jest to zmiana w stosunku do poprzedniej regulacji, w ramach której wykazanie, że ubezpieczający podał niezgodnie z prawdą wymagane przez ubezpieczyciela okoliczności, uwalniało zakład ubezpieczeń od odpowiedzialności, chyba że te podane niezgodnie z prawdą okoliczności nie miały wpływu na zwiększenie prawdopodobieństwa wypadku objętego umową. (Trudno ustalić, dlaczego zmieniono to, jak się wydaje, całkiem sensowne rozwiązanie. Może wystarczyłoby dodać obok zapisu o „podaniu niezgodnie z prawdą” także „niepodanie”).
Uchwalając nowe uregulowanie, nikt chyba z przedstawicieli ustawodawcy nie przewidział jego konsekwencji dotyczących okoliczności związanych ze szkodowością. Jeżeli ubezpieczający/ubezpieczony nie poda danych o szkodowości (lub nawet przyjmując, że ta sankcja dotyczy też podania okoliczności niezgodnie z prawdą) lub poda okoliczności mijające się ze stanem rzeczywistym, to może nie ponieść za to negatywnych konsekwencji. Ubezpieczyciel bowiem, aby zastosować przewidzianą w przepisie sankcję braku wypłaty odszkodowania, musiałby wykazać, że konkretna szkoda jest skutkiem niepodania wymaganych informacji o szkodowości (albo ewentualnie podania tych danych niezgodnie z prawdą), co w zasadzie jest niemożliwe.
Generalnie trudno przyjąć, że szkoda jest skutkiem braku podania danych o szkodowości. Może ona być wynikiem niewłaściwych zabezpieczeń, nieprawidłowych zachowań ludzkich np. w dozorze mienia, ale nie nieprawdziwych informacji lub niepodania danych o uprzednich szkodach. Oczywiście ich skutkiem może być niewłaściwa ocena ryzyka ubezpieczeniowego, ale wydaje się, że raczej niemożliwym do wykazania jest związek przyczynowo-skutkowy pomiędzy tymi informacjami (czy ich brakiem) a szkodą.
Art. 815 § 3 k.c. mówiąc o skutkach okoliczności i tym samym wymuszając wykazanie powyższego związku, pozbawia ubezpieczycieli możliwości wyciągania sankcji za kłamstwo ubezpieczeniowe i to dotyczące najbardziej podstawowych informacji wpływających na ocenę ryzyka ubezpieczeniowego, tj. danych o szkodowości. Na podstawie właśnie tych danych ubezpieczyciel nie tylko ustala wysokość składki (co jest elementem istotnym umowy – tzw. essentialia negotii), ale także podejmuje najważniejszą, fundamentalną decyzję o tym, czy w ogóle zawierać konkretne ubezpieczenie dobrowolne (np. przy wyjątkowo wysokiej szkodowości ubezpieczonego).
Wprowadzone rozwiązanie legislacyjne narusza zasady słuszności i stanowi wręcz zachętę dla nieuczciwych ubezpieczających/ubezpieczonych do zachować moralnie nagannych. Uregulowanie to, jako sprzyjające postawom kryminogennym, wymaga jak najszybszej zmiany. Tym bardziej, że dodatkowo dwa różne paragrafy opisywanego artykułu 815 k.c. tj.1 i 3 zawierają w sobie sprzeczność, która zostanie opisana w drugiej części niniejszego artykułu. Wobec tak enigmatycznego i jak się wydaje, nieprzemyślanego w skutkach sprecyzowania art. 815 § 3 k.c. (zawierającego w jednym tylko paragrafie dwa niekorzystne z perspektywy społecznej rozwiązania) do czasu wprowadzenia ewentualnych zmian, sugeruję, aby ubezpieczyciele, w celu rozwiania mogących się pojawiać wątpliwości, wprowadzali do OWU zapisy o zrównaniu skutków niepodania przez ubezpieczającego okoliczności wymaganych od ubezpieczyciela ze skutkami podania okoliczności niezgodnie z prawdą.
W ten sposób działając zgodnie ze zwykłymi zasadami sprawiedliwości, można doprecyzować konsekwencje kłamstwa ubezpieczeniowego. Innych jednak wątpliwości, które rodzi art.815 § 3 k.c., dotyczących konieczności wykazania związku pomiędzy szkodą a okolicznością niepodaną przez ubezpieczającego, nie da się rozwiązać doraźnie w tak prosty sposób.
gazeta ubezpieczeniowa